Syndrom oszusta w biznesie. Jak przestać przepraszać za swój sukces i oswoić wewnętrznego krytyka.
Wyobraź sobie taką scenę: zamykasz ważny, trudny projekt. Klient jest zachwycony, na Twoje konto wpływa solidna kwota, a z zewnątrz wyglądasz jak osoba która osiąga sukcesy. Co w tym czasie dzieje się w Twojej głowie? Czujesz dumę i satysfakcję, czy wręcz przeciwnie?
Jeśli zmagasz się z syndromem oszusta, prawdopodobnie odczuwasz coś zupełnie innego, przerażającą, paraliżującą ulgę, że „tym razem znów się udało”. Zamiast być zadowolonym, myślisz: „Miałam/miałem po prostu szczęście. Gdyby wiedzieli, ile mnie to kosztowało, zorientowaliby się, że wcale nie jestem ekspertem. Następnym razem na pewno mnie zdemaskują”. Kto tak miał, łapa w górę (ja podnoszę)!
To brzmi znajomo? Witaj w świecie syndromu oszusta (ang. Imposter Syndrome) – zjawiska, które w świecie biznesu zbiera potężne żniwo, kradnąc energię, radość z pracy i odwagę do sięgania po więcej.
Dlaczego syndrom oszusta tak bardzo lubi przedsiębiorców?
Choć syndrom oszusta dotyka obu płci, w przypadku kobiet ma on nieco inaczej przygotowywaną przez pokolenia podwalinę. Wychowujemy się w kulturze, która ma bardzo sztywne i obciążające oczekiwania wobec sukcesu, choć no właśnie, w nieco inny sposób w zależności od płci.
Chłopcom od najmłodszych lat powtarza się, że muszą być twardzi, niezłomni i zawsze znać odpowiedź. Dziewczynki uczy się z kolei skromności i nienarzucania się otoczeniu. To zderza się z rzeczywistością prowadzenia firmy, która z definicji jest pełna niepewności i niewiadomych.
Z kolei dziewczynki nagradzane są za bycie grzecznymi, skromnymi i bezproblemowymi. Sukces chłopca to efekt jego talentu i sprytu. Sukces dziewczynki częściej bywa przypisywany jej pracowitości, pomocy innym, a czasem… po prostu urokowi osobistemu.
Mężczyźni w biznesie często boją się przyznać do niewiedzy, by nie wyjść na „słabych” lub niekompetentnych. W efekcie zakładają maskę eksperta od wszystkiego, a wewnątrz zżera ich lęk, że ktoś odkryje ich wątpliwości.
Kobiety z kolei odruchowo umniejszają swoje zasługi, przypisując sukces pracy zespołu lub szczęściu, by nie wyjść na osoby aroganckie. Finał jest ten sam: jedni i drudzy cierpią w samotności, czując się jak oszuści we własnych firmach.
Anatomia wewnętrznego krytyka. Czyj to właściwie głos?
Głównym mechanizmem napędzającym syndrom oszusta jest Wewnętrzny Krytyk. To ten bezlitosny głos w Twojej głowie, który nieustannie podnosi poprzeczkę, wytyka najdrobniejsze potknięcia i generuje katastroficzne scenariusze.

W terapii często zadajemy ważne pytanie: Czyj to właściwie głos? Bo zazwyczaj nie jest on Twoim własnym, autentycznym głosem. To zinternalizowane echo wymagań surowego rodzica, wymagającego nauczyciela, złośliwego rodzeństwa, a czasem – presji społecznej płynącej z wyidealizowanego świata social mediów. Wewnętrzny krytyk, choć bywa okrutny, w paradoksalny sposób próbuje nas chronić – przed oceną, odrzuceniem, ośmieszeniem. Uważa, że jeśli sam Cię skrytykuje najsurowiej, to krytyka z zewnątrz już nie zaboli.
Kiedy ciało chce zniknąć. Somatyczny wymiar syndromu oszusta
W KUBS.Co patrzymy na człowieka holistycznie, dlatego nie możemy pominąć tego, jak lęk przed demaskacją zapisuje się w ciele. Syndrom oszusta to nie tylko problem poznawczy – to głębokie doświadczenie somatyczne.

Przypomnij sobie moment, w którym miałaś lub miałeś wycenić swoją pracę dla dużego klienta lub wyjść na scenę, na mównicę. Co działo się w Twoim ciele? Często fizycznie staramy się „zniknąć”. Kulimy ramiona (chroniąc klatkę piersiową i serce), nasz oddech staje się płytki, zablokowany w górnej części klatki. Głos staje się cichszy, ściśnięty w krtani. Układ nerwowy wchodzi w tryb „walcz lub uciekaj” – chociaż realne zagrożenie nie istnieje, dla Twojego ciała perspektywa porażki czy oceny jest tożsama z zagrożeniem życia.
Dlatego tak trudno jest „przekonać” siebie racjonalnymi argumentami, że zasługujesz na sukces, kiedy Twoje ciało jest w stanie przerażenia. Praca z syndromem oszusta musi angażować również ciało – poprzez ugruntowanie, świadomy, głęboki oddech i odzyskiwanie przestrzeni, fizycznej i mentalnej.
Jak przestać przepraszać za to, że jesteś świetna lub świetny w tym, co robisz?
Zła wiadomość jest taka, że wewnętrznego krytyka nie da się „zabić” ani całkowicie wyciszyć na zawsze. Dobra wiadomość? Można zmienić z nim relację i przejąć ster..

Od czego zacząć?
- Fakty zamiast uczuć: Kiedy dopada Cię poczucie, że jesteś oszustem, zrób twardy rachunek faktów. Czego dokonałaś? Jakie masz kwalifikacje? Jakie realne efekty dowiozłaś klientom? Uczucia są ważne, ale nie są faktami. Zapisuj swoje sukcesy (stworzenie „Teczki Sukcesów” to świetne narzędzie terapeutyczne).
- Zaakceptuj „wystarczająco dobre”: Perfekcjonizm to najlepszy przyjaciel syndromu oszusta. Pozwól sobie na błędy. Biznes to przestrzeń nauki, a nie egzamin, który trzeba zdać na szóstkę.
- Zauważ ciało: Zanim odpowiesz na maila z wyceną, zrób pauzę. Poczuj stopy na ziemi. Opuść ramiona. Weź głęboki wdech do brzucha. Daj sygnał swojemu układowi nerwowemu: „Jestem tu bezpieczna/bezpieczny. To tylko biznes.”.
- Zmień narrację o sukcesie: Przestań przypisywać swoje osiągnięcia szczęściu. Szczęście to wygrana na loterii. Twój biznes to efekt Twoich decyzji, Twojego ryzyka, nieprzespanych nocy i nabytych kompetencji. Masz prawo czerpać z tego satysfakcję.
Syndrom oszusta to pasażer na gapę. Nie musisz go wyrzucać z samochodu, ale absolutnie nie możesz pozwalać mu siadać za kierownicą Twojej firmy.
Czujesz, że wewnętrzny krytyk nie pozwala Ci rozwinąć skrzydeł? Prowadzenie własnego biznesu potrafi być wyzwalaczem wielu nieprzepracowanych schematów. Jeśli chcesz przyjrzeć się im w bezpiecznej przestrzeni, umów się na konsultację w KUBS.Co. Razem połączymy pracę z przekonaniami, emocjami i ciałem, abyś mogła w pełni stanąć w swojej biznesowej i osobistej mocy.
